niedziela, 26 kwietnia 2015

Pokolenie 2.3

Ach, miłość. Pomimo dosyć długiego stażu małżeńskiego,
Nipunus zawsze wydaje się zdziwiony uczuciem ze strony
Cataliny.

Wow, Catalina w stroju roboczym wygląda... interesująco.

Nipunus nie jest zachwycony stanem swojej parasolki.

Właściwie dotarło do mnie, że Catalina ma słabe stosunki
z dziećmi. Z Brendą jest ledwie przyjaciółką, z Hewlettem
znajomymi, podczas gdy Nipunus z dzieciakami ma relacje
na maksa, hm...
Catalina: jak w szkole?
Brenda: źle. Po co w ogóle pytasz?
Catalina: och, nieważne...

Wow, Danita i jej uderzające podobieństwo do matki.
Tylko dlaczego jest blondynką?

Tost był nierówno przypieczony. Dżem nierówno rozsmarowany.
Talerz ma dalej przyklejoną cenę na spodzie.

A to syn Mike'a i Marii... nie pamiętam, jak ma na imię,
Dewey? xD

Nothing to do here, scrolluj dalej.

W całej też żałosnej gromadzie jest JEDNA osoba, na którą
Brenda nie narzeka.

Awww, spójrzcie na niego!

Ta absurdalna nienawiść wcale nie przechodzi Catalinie...
Catalina: nie. powtórzę. błędów. matki.

Nipunus z okazji jesiennego święta urządza biesiadę dla
przyjaciół i rodziny.

I wszystkie zaproszone kobiety poczuły do niego miętę. o_o
Nipunus: przepraszam, mogłabyś powtórzyć ten tekst o pieprzu
i papryczkach chili? Chyba nie zrozumiałem.

A przez wszystkie kobiety rozumiem wszystkie.
Linda: będziesz mój, skarbie.

A to jest Trinity. Nie wiem, co tu robi, nikt jej nie zapraszał. xD
Jest w ciąży z Ignacym. Ignacym, który jest od niej starszy tylko
jakieś 50 lat. Ech.

Trinity: omg, ten zielony jest TOTALNIE HOT.
Emilia: zgadzam się.
Deedee: gorący jak rozgrzana patelnia.
Zośka: wymieniłabym na niego moje ogrzewanie centralne.
Malcolm: no, całkiem całkiem.

Aww, Mike, przyniosłeś hot-dogi!

Jak wspaniale, więcej hot-dogów...

Rodzinne szamanko. <3

Brenda postanowiła zagadać do swojego kuzyna.
Brenda: hej, ty.

Dewey: aach! Błagam, nie jedz mnie, zielona szkarado!
Brenda: to nie było miłe.
Okej. Mike szybko ulotnił się z imprezy, po czym... wyświetliła mi się wiadomość o jego zgonie. Żegnaj, Mike. ;-;

Hejka, ponoć twój tata umarł jakieś 10 minut temu.

Chcę ci powiedzieć, że współczuję ci i takie tam. Możesz
na mnie liczyć, w końcu jesteśmy rodziną.

Nipunus nie usłyszał jeszcze przykrych wiadomości o śmierci
szwagra.

O taak, narodził się nowy mistrz rodzinnego grilla.

Wiem, co poprawi ci nastrój... OPOWIEŚĆ O DUCHACH!

NIEEE!

Catalina: hej, Mario, chciałam...
Maria: zamilcz. Nic nie ukoi mojego bólu.
Poważnie, anulowała interakcję "pociesz" i uciekła. ;_;

Głupie rodzinne grille.

Nikt dobrze się nie bawił, a już na pewno nie ja.

Dewey: nawet ja się dobrze bawiłem, chociaż mój ojciec
umarł! Po prostu jesteś okropną zrzędą!
Brenda: zamilcz, Dewey.

Biedny Nip, nie zorientował się, że wszyscy sobie już poszli.

Catalinie wyraźnie ciąży na sercu niedola siostry. :c

Następnego dnia postanowiła ją odwiedzić.
Catalina: hej, Mario, ee...

Catalina: o mój Boże, nie wiem, jak cię pocieszyć, prawdę
mówiąc, czego się spodziewałaś, był już stary, gdy za niego
wychodziłaś.
Maria: miłość nie zna wieku.

Tak właściwie, to... Maria i śp. Mike mieszkają u Corneliusa.
Cornelius: mieszkam z laska, która nie jest moją dziewczyną
i trójką dzieci, z czego żadne nie jest moje... czy muszę to
komentować?

Och, Mario, nie płacz. ;_; 

Podejście pociesz #1.
Maria: AAAARGH!

Catalina: whoa, Mario, przyszłam ci jakoś pomóc!
Maria: wiem, wiem...

Pamiętaj, że nie jesteś sama. W razie czego możesz na mnie
zawsze liczyć.

Maria: taaa, właściwie miałam nadzieję, że to powiesz.
Catalina: ...już żałuję.

Odnoszę wrażenie, że Catalina nie jest zachwycona
perspektywą kolejnego tatuażu.

Och nie, ten ból!

Tatuażysta: jeszcze tylko troszkę, już nie będzie tak boleć.
Catalina: obiecujesz? :c

Patrzcie na ten rebel look!

Niech to licho! Lista lektur jest taka nudna, system oświaty
skostniały, kadra nauczycielska niewyedukowana...

Niestety, okazało się, że Hewlett jest derpem i nie ogarnia
niczego.

...tymczasem na posesji pojawił się tajemniczy gość.

Epokap: nie wydaje ci się, że mamy o czym rozmawiać?
Nipunus: ugh, jakby ci to wytłumaczyć...

Epokap: złożyłeś wniosek o przedłużenie twojego pobytu na
tej planecie i zaakceptowaliśmy go. Termin minął wczoraj,
a ty wcale nie spieszysz się do powrotu!
Nipunus: ale... zaszły okoliczności!
Epokap: okoliczności?! Czy ty nie rozumiesz, jak
SKANDALICZNE jest twoje zachowanie?

Nipunus: po prostu pozwól mi wytłumaczyć...
Epokap: nie mi się będziesz tłumaczyć, tylko radzie
nadzorczej.

Epokap: po tym, co mieliśmy okazję zobaczyć, podejrzewam,
że dochodzi tu do OGROMNYCH nadużyć, Nipunusie
Pa'Lhaxalic.
Nipunus: nadużyć?
Epokap: myślisz, że jesteś pierwszy, który wykorzystywał
naszą technologię, by zbudować wysoką pozycję na mniej
rozwiniętej planecie?

Nipunus: nie, nie rozumiesz, to wszystko nie tak! Ja...
po prostu nie mogę opuścić tej planety!
Epokap: nie możesz?

CO TO ZNACZY NIE MOŻESZ?!

Nipunus: proszę, chodź za mną, a wszystko się wyjaśni.
Epokap: obyś miał dobre wytłumaczenie.

Teraz rozumiesz?

Nipunus: to moja żona i córka. W pokoju obok śpi mój syn.
Catalina: eee, Nip?

Nipunus: ...czy to zmienia twój punkt widzenia?
Epokap: przekażę te informacje radzie nadzorczej. Oczekuj
wkrótce decyzji.
 I poszła. Och, Nipunusie.

Catalina: ...możesz mi wytłumaczyć, co się właśnie stało?
Nipunus: ja... nie masz się czym martwić.

Biedny, nieświadomy niczego Hewlett!

Biedna, nieświadoma niczego...
Brenda: właściwie to byłam świadkiem tej sytuacji.

No tak, ale...
Brenda: nieważne, co ma się stać. Życie i tak jest wielką,
czarną pustką.
Ach, Brendo, ty małe słoneczko...

A co jeśli każą mi wrócić na Sixam?

I co jeśli nie pozwolą mi ich nigdy więcej zobaczyć...?

A tymczasem Hewlett obchodzi urodziny!

Ktoś tu jest najwyraźniej bardzo dumny ze swojego
pozaziemskiego pochodzenia.
Hewlett: kosmici rządzą!

<3

OMG, SALUT, ZACHOWUJ SIĘ.